Kropla
- Nie! - powiedział ze złością kończąc kolejną kłótnię. Nie ważne już o co tym razem poszło i po czyjej stronie leżała wina. Zapanowało milczenie, którego nikt nie odważył się przerwać a jedynym słyszalnym dĄwiękiem były krople ulewnego deszczu uderzającego o parapet.
Ona siedziała na krześle ze spuszczoną głową, a on stał wpatrując się w żółte ściany.
Po kilku minutach, kiedy podniosła się już go nie było, usłyszała tylko jak zamyka za sobą drzwi od pokoju i wybiega z domu. Patrząc przez okno widziała, że płacze. Nie pobiegła jednak za nim, patrzyła tylko jak jego cień zlewa się z ciemnością nocy.
Malutka kropla spłynęła
po policzku do kącika ust.
Znikając w cieniu wydała
okrzyk minionego bólu.
Dlaczego pytałem,
ale nikt nie odpowiadał.
Tylko w smudze mroku
znać dał się głos
samotnego księcia
odchodzącego w
deszczu.